Mieszkam dosyć daleko od Poznania, w pięknych Beskidach. Z Wielkopolską jestem dosyć blisko związany. Moja brtowa pochodziła z Gniezna i w mlodości dosyc czesto tam byłem. Obecnie prawie co roku jestem z wędką nad jeziorzmi. Ostatnio w Skokach.
Przepiękne tereny i wspaniali ludzie. Na ŻO jestem od ośmiu lat, chociaż ten sposób odżywiania interesował mnie wiele lat wcześniej. W tm czsie byłem jeszcze zdrowym
w miarę energicznym i zapracowanym człowiekiem nie zagłębiałem się w szczegóły.
Prawie całe życie mieszkam na wsi, i nigdy w moim życiu nie musiałem żywić się jakąś plastikową żywnością. W domu nigdy nie brakowało jajek, śmietany, masła, boczku, czy sloniny. Po raz pierwszy zetknąłem sie z medycyną niekonwencjonalną oraz
tzw. DIETA KWAŚNIEWSKIEGO, kiedy przez dwa lata leżalem w szpitalu lecząc
ogólno ustrojowe zatrucie organizmu gronkowcem złocistym. W wyleczeniu dopomógł mi nie żyjący już homeopata z Bytomia pan Gola. W tedy miałem 32 lata. Do 50-ciu
żyło się w miare dobrym zdrowiu.Pierwsz poważna choroba po 50-ce to cukrzyca II.
Wiedziałem, że jest to choroba na człe życie. Pierwsze badanie wskazało 385j.%. Przeżylem szok. Był rok 96. przez sześć lat, dieta cukrzycowa i faszerowanie tabletkami. W 2002 słysząc w radiu wywiad z dr. Kwaśniewskim, przypomniałem sobie
o żywieniu opotymalnym. Bardzo szybko zakupiłem dostępne książki na ten temat
i zaprenumerowałem m-k OPTYMALNI, oraz Książkę Kucharską. Przez pierwsze niecałe
trzy tygodnie spadłem na wadze 8kg. Cukier spadał i rosło dobre samopoczucie.
Pewien problem rozpoczął sie po około 3-4 miesiącach. Z powodo popełniania wielu błędów m.in. dużo białka, mało węglowodnów-cukier rósł z powrotem. W tedy już nie pracowałem (600 zł renty) więc wyjazd do ąrkadii ni wchodził w grę. Bardzo dużo
pomogły mi odpowiedzi na listy w OPTYMALNYCH. Dosyć długo eksperymentowałem na
swim zdrowiu, aż doprowadziłem swoją pompkę do zawału. Po trzech dniach powróciłem do domu i dla świętego spokoju ulegając żonie powróciłem z powrotem do diety cukrzycowej. W 2006 roku przekonałem się, że dla mnie nie ma innego żywienia, jak żywienie optymalne. W ciągu ośmiu miesięcy miałem sześć razy grypę z 41 stop.
gorączką.Każda kończyła się serią antybiotyku. Jesienią zadecydowałem, że bez względu na konsekwencje zdrowotne, nieodwołalnie przechodzę na żywienie optymalne.Tak też uczyniłem. Posiadając w tedy o wiele bogatrzą wiedzę na temat ŻO
w dosyć szybkim okresie powróciłem do normalności. Dzisiaj jadam w więkrzości żółtka
jaj własnych kurek zielononóżek, dużo masła, boczku i podgarla, żadnego pieczywa ani
zadnych mącznych rzeczy Zimą dużo ruchu przy odśniezaniu, a latem przy koszeniu
trawy dla kurek i królików. Króliki chowam dla własnej przyjemności i przyjemności
rodziny i znajomych. Rosną stosy zapisanych notatników, wszystko piszę i liczę, aby
popełniać jak najmniej błędów. Z lekarzami nie dyskutuję, poniweż szanuję swoje zdrowie i nerwy. Nie bardzo rozumiem na czym polega różnica między dietą optymalną
a żywieniem optymalnym. Kiedyś uważałem że dieta , to określone żywienie na jakiś okres. Dzisiaj wiem, że w zywieniu optymalnym nie ma żywienia krótkoterminowego.
Od 2006 roku nie miałem, zadnej grypy. Nie szcepię ani siebie, ani moich królików. To już inny temat.Pozdrawiam wszystkich wielkopolskich OPTYMALNYCH i życzę wszystkim wile lat zdrowia i dalszej dobrej organizacji pracy w ARKADII.
